kultura, społeczeństwo, lifestyle

1 kwi 2014

Grawitacja - Zejść na ziemię

Amerykańska stacja kosmiczna zostaje zniszczona przez szczątki rosyjskiego satelity komunikacyjnego. Z życiem cudem uchodzi tylko dwoje astronautów: dr Ryan Stone (Sandra Bullock) i Matt Kowalsky (George Clooney), którzy zostają wkrótce zmuszeni do walki o przetrwanie. Film 10-krotnie nominowany do tegorocznych Oscarów.

Chociaż motyw katastrofy w kosmosie przewijał się w kinie wiele razy, to już dawno nie użyto go z takim rozmachem. Grawitacja za sprawą budżetu przyprawiającego o zawroty głowy, obsady i ostatecznie 7 zdobytych nagród Akademii znalazła się na językach dziennikarzy na całym świecie, przynosząc Alfonso Cuarónowi sławę. Mnie jednak daleko do chwytu.

Sam pomysł na fabułę nie należy do nowatorskich, a scenariusz pozostaje przeciętny. Całość to tak naprawdę opowieść dwóch aktorów z głosami z wieży kontrolnej w tle orazwalka twórców o nieprzerwane zainteresowanie widza. Jak na ironię, do filmu rozgrywającego się w bezkresnej pustce, trudno jest wpleść coś naprawdę oryginalnego. Zgrabnie jednak wybrnięto z tego, wykorzystując dramatyczne momenty z nagłymi zwrotami akcji i humor, chociaż nie uniknięto trochę sztampowych, niekiedy nazbyt melodramatycznych chwil, a także błędów z zakresu astronautyki.

Sandra Bullock jako dr Ryan Stone
Główne role powierzono dwóm największym gwiazdom ostatnich lat - Sandrze Bullock i Georgowi Clooney'owi. Ich gra nie powaliła mnie jednak na kolana, więc stanę w opozycji do zachwytów członków Akademii, którzy wybrali Bullock na kandydatkę do Oscara. W mojej opinii oboje grają poprawnie, ale na pewno nie wybitnie. Czegoś zdecydowanie zabrakło, może żywiołowości, może tej iskry, która czasami decyduje o wszystkim. Brak naturalności w grze Sandry dawał się we znaki szczególnie podczas zbliżeń na twarz. Chociaż film nieźle wypada na tle tegorocznych zwycięzców, to wiele jednak brakuje mu do tych nagradzanych w przeszłości.

Grawitacja została doceniona za montaż obrazu, muzykę, zdjęcia oraz efekty specjalne, które zdecydowanie są jej najmocniejszą stroną. Film to ogromne widowisko z niesamowitymi zdjęciami, pod względem technicznym niemal perfekcyjne, a przy tym zupełnie nierealistyczne i przez to mimo wszystko bardzo wciągające. Jeśli już z jakiegoś powodu je obejrzeć, to właśnie dlatego.

6 lut 2014

Przerwana lekcja muzyki - Oszaleć na jeden dzień

Susanna Kaysen to amerykańska pisarka, która w młodości trafiła do szpitala psychiatrycznego McLean (to tam swego czasu przebywała m.in. Sylvia Plath, co po części opisała w Szklanym kloszu). W 1993 r. wydała swoje wspomnienia z tamtego okresu  w formie książki. Pozycja szybko zyskała status bestselleru, a sześć lat po premierze James Mangold postanowił przenieść ją na szklany ekran.

Koniec lat 60. ubiegłego wieku. Dopiero co wkraczająca w świat dorosłych Susana Kaysen (Winiona Ryder) trafia do szpitala psychiatrycznego po nieudanej próbie samobójczej. Nakłaniana przez rodzinę i terapeutę, sama oszołomiona trochę biegiem wydarzeń, składa podpis na zgodzie na dobrowolne leczenie, chyba nawet nie do końca będąc świadomą, co to dla niej oznacza. W luksusowej klinice Claymoore zaprzyjaźnia się z przebywającymi tam pensjonariuszkami, a w szczególności z socjopatką Lisą Rowe (Angelina Jolie). Po pewnym czasie Susanna uświadamia sobie jednak, że szpital to nie miejsce dla niej, a ona sama nie jest wariatką. Za późno - zdiagnozowano u niej osobowość bordeline i nie wróci do domu, dopóki nie zostanie wyleczona...

Cleaymoore to osobliwe miejsce. Czas płynie tam swoim tempem, a przez mury przewijają się kolejne pacjentki. Każda z nich to jakby inna historia, smutna opowieść z szaleństwem w tle, które zadecydowało o tym, że znalazła się właśnie tutaj. Chciałoby się zapytać, czym właściwie jest szaleństwo, z czego ono wynika? Gdzie jest granica pomiędzy nim a normalnością? Film stawia wiele takich pytań, ale pomimo mnogości wskazówek, na żadne nie odpowiada wprost. Gdyby zacząć o tym dyskutować, okazałoby się pewnie, że zdania są różne. Można byłoby się odwoływać do eksperymentu Rosenhana albo różnorakich publikacji Freuda, jednak czy jednoznaczna odpowiedź w ogóle istnieje? Czy ktokolwiek ma prawo do oceniania innych i definiowania podobnych pojęć?

Pomimo poruszania tak trudnych zagadnień, obraz zawiera wiele ironicznego humoru. Widz zostaje wciągnięty w zwariowany świat lat sześćdziesiątych - autentyzmu dodaje wspaniała, nadająca klimatu muzyka (pojawiają się utwory m.in. Petuli Clark, Arethy Franklin, The Mamas & The Papas oraz duetu Simon & Garfunkel), a także gra aktorska - największe atuty filmu. Kreacja Angeliny Jolie została nagrodzona Oscarem i Złotym Globem. Być może specyfika postaci zaważyła o tym, że nie stało się tak także w przypadku Winiony. Pomimo ogromnych różnic między Lisą a Susanną, zarówno gesty, jak i mimika twarzy obu były bardzo naturalne. Świetnie spisała się Brittany Murphy w drugoplanowej roli Daisy, a wyróżnić należy także niezwykle charyzmatyczną Whoopi Goldberg. Epizod przypadł nawet Jaredowi Leto, wokaliście zespołu 30 Seconds To Mars.

W filmie pacjenci zakładów psychiatrycznych zostają ukazani w sposób daleki od wciąż żywych, negatywnych stereotypów, a chociaż obraz może wydawać się w niektórych momentach zbytnio przerysowany, coś sprawia, że chce się go obejrzeć do końca. 

Kiedy Susanna trafia do szpitala, jest zagubiona, nie ma pojęcia, w jaki sposób powinna dalej pokierować swoim życiem. Jednak gdy z niego wychodzi, staje się niemalże całkowitym przeciwieństwem dziewczyny sprzed 2-óch lat - odnajduje nowe cele i potrafi do nich dążyć - chyba to jest właśnie najcenniejsze, co zyskała.

15 kwi 2013

Bulwar Zachodzącego Słońca - W pułapce czasu

Sunset Boulevard to ulica w zachodniej części Los Angeles, będąca od lat ikoną kultury amerykańskiej Fabryki Snów. Rozciąga się ona od Figueroa Street w centrum miasta aż do nadbrzeżnego Coast Highway w Pacific Palisades, przebiegając m.in. przez takie dzielnice jak Beverly Hills, Brentwood czy Hollywood. 

To w tej ostatniej mieści się ogromna rezydencja, jakie to szaleni filmowcy zwykli byli budować w latach 20-tych XX w. Mieszka w niej Norma Desmond (Gloria Swanson) - zapomniana gwiazda niemych filmów, która od lat żyje w urojonym świecie wyobrażeń o własnej wielkości. Już dłuższy czas planuje ona powrót na szczyt za sprawą głównej roli w Salome - filmie na podstawie jej autorskiego scenariusza. Na duchu i w zamiarach podtrzymuje ją dawny szofer (a jak dowiadujemy się później, także były mąż) Max (Erich von Stroheim). Niespodziewanie w jej domu pojawia się uciekający przed wierzycielami scenarzysta, Joe Gillis (William Holden). Kiedy Norma dowiaduje się o wykonywanej przez niego pracy, nakłania go do pozostania w willi i dokonania korekty tekstu. Bankrutujący mężczyzna, nie mając gdzie się podziać, przystaje na propozycję. Z czasem angażuje się on w życie kobiety, ale spędza jednocześnie coraz więcej czasu z Betty Schaefer (Nancy Olsen), bliską mu znajomą z pracy. W pewnym momencie sprawy zaczynają przybierać nieoczekiwany obrót...

Gloria Swanson w finałowej scenie
Bulwar Zachodzącego Słońca to przykład zapomnianego już we współczesnej popkulturze filmu noir, czyli tzw. czarnego kina. Gatunek ten ma swoje korzenie w kinie gangsterskim i był rozwijany głównie w latach 40. XX w. oraz pierwszej połowie lat 50. XX wieku. Jego charakterystyczne cechy to m.in. złożona psychika bohaterów, brak jasnego podziału zarówno dobro i zło, operowanie silnymi kontrastami, a także unikanie moralizowania. Bulwar... idealnie wpisuje się w tę konwencję. Reżyser, legendarny Billy Wilder (nagrodzony już wtedy dwoma Oscarami), aby dodać swojemu dziełu dramatyzmu i autentyczności, w bardzo staranny sposób dobierał kolejnych aktorów do obsady.

Erich von Stroheim jako Max Von Mayerling

Erich von Stroheim, wcielający się tutaj w rolę Maxa, był niegdyś reżyserem, ale nieprzychylność krytyków i producentów zmusiła go do zaprzestania kręcenia. Kiedy stanęło przed nim widmo braku środków do życia, został aktorem. Nigdy nie zmienił on swojego niezbyt pochlebnego zdania o Hollywood, bo tam, jak to kiedyś powiedział, jesteś tak dobry, jak twój ostatni film*. Role epizodyczne obsadzono gwiazdami minionej epoki kina niemego. Sceną, która przeszła do historii jest partia brydża, kiedy to na ekranie pojawiają się: Anna Q. Nillson, H.B. Warner oraz Buster Keaton, wypowiadający wymowne pas.

Gloria Swanson gra naprawdę samą siebie. Tak samo, jak w przypadku Normy, jej kariera została lata temu gwałtownie przerwana. Jak na ironię, to właśnie Erich von Stroheim był współautorem Królowej Kelly (1939), niemego dramatu, który w znaczący sposób się do tego przyczynił. To ten jest też wyświetlany w jednej ze scen Bulwaru Zachodzącego Słońca.

Swanson to niekwestionowana królowa planu. Sposób, w jaki gra pochodzi jeszcze z epoki kina niemego, toteż opiera się głównie na mimice twarzy i gestach. Szczególne wrażenie wywierają ujęcia kręcone od dołu, a niski głos, jak również teatralność ruchów są w tym wypadku atutami jeszcze bardziej podkreślającymi sylwetkę jej postaci. Ta to całkowite przeciwieństwo oziębłego, powściągliwego w ruchach Maxa. Zastanowiłbym się czy to tak naprawdę on nie jest najbardziej bezwzględny ze wszystkich - działa chłodno, z opanowaniem oraz premedytacją. Mężczyzna poświęcił życie swojej madame, służąc i opiekując się nią, czy mógłby jeszcze istnieć bez niej? Gdyby ona odeszła, jego dotychczasowe życie także by się skończyło. W działaniu przypomina on nadopiekuńczą matkę, która zatrzymuje przy sobie na siłę dziecko, nie pozwalając mu się usamodzielnić, przez co świadomie je krzywdzi. Wciągnięty w zawikłany świat wielkiej Normy Desmond Joe Gillis to dla widza punkt odniesienia. Betty symbolizuje natomiast cichy głos rozsądku w tej krainie absurdu.

Co charakterystyczne dla filmu-noir, Bulwar Zachodzącego Słońca prezentuje grę kontrastów. Można niemal powiedzieć, że w nim dosłownie coś jest albo białe albo czarne. Jeszcze niedoświadczone postacie młodszych aktorów to odwrotności tych granych przez Glorię czy Ericha. Młody Joe Gillis dopiera rozpoczyna swoją przygodę z Hollywood, kiedy podstarzała Norma ma ją już za sobą. Mężczyzna bankrutuje i ląduje niemal na bruku, podczas gdy kobieta pławi się w największych luksusach. Można tak wymieniać bez końca. 

Ciekawostką jest, że pierwotnie w rolę Normy miała wcielić się Pola Negri. Ostatecznie nie zaangażowano jej przez wciąż zbyt słyszalny polski akcent.

Film został 11 razy nominowany do Oscara, w sumie zdobył 3 statuetki. Nagrodzono go także 4 Złotymi Globami.

Bulwar Zachodzącego Słońca jest produkcją przesadnie autentyczną, na swój sposób brutalną, jednak w każdym aspekcie bardzo ambitną. To mistrzowsko opowiedziana historia gwiazdy zamkniętej w pułapce czasu, która w ostatnią podróż postanawia zabrać też towarzysza niedoli i jednocześnie złożona opowieść o świecie, gdzie prawda miesza się z fikcją. Całości dopełnia doborowa obsada, jak również znakomity scenariusz, gra aktorska oraz tło muzyczne. Bulwar... jest jednym z największych skarbów starego kina - absolutna klasyka z czasem zyskująca jeszcze większego uroku, a także świadectwo okresu, który bezpowrotnie przeminął. Dziś już się nie kręci takich filmów.

* (ang.) In Hollywood - in Hollywood, you're as good as your last picture. - Erich von Stroheim

Kadry z filmu użyte w poście pochodzą ze strony Strathclyde Telegraph.

30 sty 2013

10-letnia Natascha Kampusch została uprowadzona w drodze do szkoły 2 marca 1998 roku. Porywaczem okazał się Wolfgang Priklopil. Mężczyzna przez ponad osiem lat przetrzymywał swoją ofiarę w piwnicy domu pod Wiedniem. Dopiero siedem lat temu dziewczyna zdołała uciec.

Pamiętnego poranka Natascha jak zwykle budzi się, je śniadanie i wychodzi do szkoły. W głowie ma wspomnienie kłótni z matką poprzedniego dnia oraz zasadę, że nie powinno się żegnać w gniewie. Austria żyje wówczas doniesieniami o porwaniach i zabójstwach młodych ludzi na terenie całego kraju. Pomimo strachu, dziewczynka traktuje jednak samodzielne dojście do szkoły jak egzamin, które nie może po prostu nie zdać. Mama wpaja jej od dawna, że wrażliwość w dzisiejszym świecie nie jest wcale niczym dobrym. Kiedy Natascha widzi tylko białą furgonetkę Priklopila zaczyna narastać w niej lęk. Czy to przypadek czy może intuicja? Moment gdy ten chwyta ją w pas i wrzuca do swojego pojazdu, staje się dla niej symbolicznym końcem jej dotychczasowego życia. Kim jest człowiek zdolny do takich czynów? Czym się przy tym kieruje? Cztery lata po wszystkim kobieta udziela odpowiedzi na te i wiele innych pytań w książce 3096 dni.
Gdybym wiedziała, że pomieszczenie to będzie moim domem i równocześnie więzieniem przez 3096 nocy, nie wiem, jak bym zareagowała. Kiedy dzisiaj o tym myślę, dostrzegam, iż sama świadomość, że zostanę na noc w tej piwnicy, uruchomiła we mnie mechanizm, który uratował mi życie - chociaż był bardzo groźny. (...) Zaakceptowałam to, co się stało, i zamiast rozpaczać i z oburzeniem walczyć przeciwko nowej sytuacji, dostosowałam się.                                                                                                                                                         Natascha Kampusch, 3096  dni

Nikt właściwie nie był świadomy do czego mógł być zdolny Wolfgang Priklopil. Ten niewyróżniający się z tłumu, słaby psychicznie automatyk cały swój świat podporządkował matce. Natascha, już od najmłodszych lat poniżana i cierpiąca na kompleks niższości idealnie pasowała do profilu jego potencjalnej ofiary.

Odpowiednie nastawienie, niezwykła wewnętrzna siła oraz inteligencja pozwoliły jednak dziewczynie nie tylko przeżyć, ale po wielu latach uwolnić się także od swojego oprawcy. Książkę tworzą w dużej mierze jej osobiste przemyślenia i zapiski z okresu życia w podziemnej pułapce. Po latach Natascha upublicznia je, a także dobitnie komentuje wiele szczegółów historii. Nieraz nie potrafiłem uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. 3096 dni to opowieść skupiająca się przede wszystkim na przeżyciach wewnętrznych, ukazująca człowieka w obliczu wizji bliskiej śmieci oraz skrajnych sytuacji i zachowań.

Natascha Kampusch (2011)
Sprawie Nataschy Kampusch towarzyszył duży rozgłos. Historia o heroicznej walce o przeżycie każdego dnia w warunkach trudnych do wyobrażenia poruszyła ludzi na całym świecie. Sama jej bohaterka nie potrafiła jednak poradzić sobie z medialnym szturmem. Po latach wspomina dziennikarzy największych austriackich stacji, którzy prześcigali się w pomysłach, przekraczając przy tym wszelkie granice, aby tylko jako pierwsi zdobyć jej zdjęcie. Fakt, że otwarcie broniła swojego porywacza oburzył opinię publiczną, w wyniku czego przestano postrzegać ją jako ofiarę, a zaczęto otwarcie krytykować czy nawet atakować. To były pierwsze z trudności, z jakimi przyszło się jej spotkać od razu po odzyskaniu wolności.

Porwanie Nataschy Kampusch bezlitośnie obnaża błędy w działaniu współczesnych służb mundurowych - niekompetencja, brak komunikacji, zbyt duża ilość procedur sprawiły, że śledztwo już prawie na samym początku utknęło w martwym punkcie. Po pewnym czasie zaczęto rozpatrywać je nawet w kontekście tych najbardziej zagadkowych, chociaż według doniesień, wiele poszlak czy ludzi niekiedy jednoznacznie wskazywało na dom przy Heinestrasse 60.

3096 dni to potworna relacja z piekła, gdzie każdy dzień przepełniają myśli o przeszłości oraz ucieczce. Książka uświadamia czytelnikowi, jak niezwykle kruchy jest ludzki żywot, a także zwraca uwagę na problem porwań i zbrodni na nieletnich we współczesnym świecie. Dla Natashy to natomiast ostateczne zaakceptowanie mrocznej przeszłości przed rozpoczęciem prawdziwego życia na wolności.

Autorem zdjęcia użytego w poście jest Christian Als.

23 sty 2013

Placebo - B3 EP - Wolność ponad wszystko!

Na rynku muzycznym ukazała się niedawno nowa EPka zespołu Placebo - B3. To najbardziej wyczekiwane przeze mnie pięć piosenek ostatnich dwóch lat.  

Placebo oznacza po łacinie będę się podobał. Nadając w 1994 roku taką nazwie rockowo-alternatywnej grupie, można powiedzieć, że Brian Molko (wokalista) i Stefan Olsdal (gitarzysta) już na początku skazali ją w pewien sposób na sukces. Przez długi czas jej szeregi zasilał także perkusista - Steven Hewitt, ale na początku 2008 r. został on zastąpiony przez Steve'a Forresta. Brytyjski zespół rozpoczął karierę od supportowania Davida Bowiego, wkrótce po tym okrzyknięto go glamrockową wersją Nirvany, a kontrowersyjny wizerunek przysporzył mu tylu entuzjastów, ilu wrogów. Placebo nagrało do tej pory 6 albumów studyjnych, których sprzedaż przekroczyła pułap 12 milionów egzemplarzy. B3  to pierwsze wydawnictwo zespołu na rynku muzycznym od czasu Battle for the Sun z 2009 roku. Zapowiada ono nowy, pełnowymiarowy album, który zgodnie z zapowiedziami ma się ukazać jeszcze w tym roku. Na EPkę składa się pięć piosenek, a w tym: cztery nowe i jeden cover.
Okładka B3
Już pierwsze dźwięki utworu tytułowego przywodzą mi na myśl hit Special Needs. Tak samo jak w nim, tutaj także wykorzystano elektrycznie brzmiące motywy gitarowe. B3, otwierające album to pierwsze nagranie stworzone z udziałem Steve'a Forresta. Na pierwszy plan, zdecydowanie bardziej niż w jakiejkolwiek poprzedniej płycie zespołu, wychodzi teraz perkusja. Jego styl gry wydaje mi się trochę zbyt agresywny w porównaniu do reszty instrumentów, ale jednak ostatecznie go nie skreślam. Każdy zespół przechodzi zmiany, a te zawsze wnoszą coś nowego. Czy w tym wypadku dobrego? To będzie można już obiektywnie ocenić na podstawie piosenek z nowego longplaya grupy.

Doskonale pamiętam mój pierwszy zachwyt piosenkami Placebo ponad dwa lata temu. Kiedy usłyszałemI.K.W.Y.L, poczułem dokładnie to samo, co wtedy. Jeśli miałbym wybrać najlepszy utwór na płycie, bez wahania wskazałbym właśnie ten - bardzo dynamiczny, wyrazisty, dorównujący hitom sprzed lat, a głos Briana idealnie do niego pasuje. Natomiast najsłabsze ogniwo to według mnie monotonne The Extra. Słuchając utworu, niemal do końca czekałem na rozwinięcie, finał, który jednak nie nastąpił. Długie Time is money jest przeciętne, ale jednocześnie na tyle dobre, że nie zaniża ogólnego poziomu EPki. Cover mógłby być całkiem dobrą pozycją, gdyby nie fakt, że to nie tylko nie ich autorska piosenka, ale został on do tego wykonany w identycznej aranżacji, co oryginał. Utwór świetnie nadawałby się do odgrywania na koncertach, ale z całą pewnością nie powinien znaleźć się na płycie. Jaki sens ma powielanie czegoś, co już kiedyś było?

W dzisiejszej erze muzyki rozrywkowej, B3 to zdecydowanie zbiór nie tylko dobrej muzyki, ale także tekstów. Patrząc przez pryzmat dotychczasowych osiągnięć muzycznych Placebo, mam jednak wrażenie, że to nie wszystko, co ci mogą zaprezentować słuchaczom. Tę EPkę traktuję jedynie jako przedsmak longplaya, mający przede wszystkim wzbudzić zainteresowanie odbiorców. I w moim przypadku właśnie tak się stało. 

Zdjęcie okładki użyte w poście pochodzi z oficjalnej strony zespołu.

9 cze 2012

Narkomania od dawna zaliczana jest do najpoważniejszych i jednocześnie najpowszechniejszych chorób społecznych. Na początku lat 70 XX w. niemiecką opinią publiczną wstrząsnęła seria informacji na temat heroiny w Berlinie Zachodnim, zbierającej coraz bardziej krwawe żniwo pośród tamtejszej młodzieży. Opowieść o ludziach, na których zazwyczaj spoglądamy z pogardą przerwała powszechne milczenie na ten temat. Książka zyskała niedługo potem status bestselleru w Niemczech i innych europejskich krajach.

12-letnia Christiane Felscherinow, dorastająca w blokowiskach Berlina, nie ma żadnych zainteresowań. Wraz z koleżanką trafia do lokalu, gdzie kwitnie handel narkotykami. Tam poznaje niewiele starszego Detlefa, który jest uzależniony od heroiny. Dziewczyna zaczyna od wdychania białego proszku, z czasem sięga po strzykawkę. Coraz głębiej grzęźnie w nałogu, a gdy zaczyna brakować jej pieniędzy, zostaje uliczną prostytutką.
Moją rodziną była paczka. Czuło się w niej coś takiego jak przyjaźń, czułość i w pewnym sensie także miłość...                                                                                                                         Christiane Felscherinow
Pierwotnie rodzicie Christiane mieli szybko wzbogacić się na własnym biurze matrymonialnym w jednym z berlińskich mieszkań. Początkowe niepowodzenie związane z prowadzeniem działalności i zmiana miejsca zamieszkania całej rodziny były tłumaczone jako tylko tymczasowe. Dziewczynka miała być przecież dobrą i posłuszną uczennicą, ale stało się zupełnie inaczej...


Natja Brunckhorst w roli Christiane, My, dzieci z dworca Zoo  (1981)


Nie znamy kolei losu, jednak tak samo 2-godzinny wywiad dla tygodnika Stern zamienił się niespodziewanie w 2 miesiące rozmów z dziennikarzami, którzy weszli w role słuchaczy opowieści wstrząsającej swoją autentycznością. Położenie opisywanego miejsca jest za każdym razem dokładnie określane, życie emocjonalne głównej bohaterki zostaje obnażone przed czytelnikiem aż po same koniuszki nerwów, a na dworcu Zoo nieustannie można dostrzec stygmat śmierci. Ludzie skrajnie wyniszczeni przez narkotyki błąkają się po zatłoczonych peronach trochę jak żywe trupy, co bardzo trafnie nazywa Felscherinow. Spośród tłumu wyszukują oni potencjalne ofiary (klientów), mogące zapewnić im albo chociaż pomóc w zdobyciu kolejnej porcji heroiny. Gotowi są oddać za nią wszystko to, co posiadają, nawet już i tak wyniszczone ciało. Na wpół świadomi rozumieją jednak niejednokrotnie swoje położenie oraz zdają sprawę z nieuchronnego końca, który prędzej czy później pewnie nadejdzie. Nieważne czy to ich z własnej woli czy poprzez nieumyślne przedawkowanie narkotyku. Christine używa w swojej biografii bardzo żywego języka. Dziewczyna wprowadza nas stopniowo, ale bez zbędnych ceregieli w świat narkomanów. Przy tym nie poucza, a opowiada po prostu swoje przeżycia, w pewnym sensie żali się i szuka rozgrzeszenia z błędów przeszłości. My, dzieci.. to nie pokaz literackich zdolności, a reportaż o ludziach, przeżyciach oraz emocjach, tak silnych, że po jego przeczytaniu odczuwa się chęć podjęcia próby dowiedzenia się choć kilku informacji o życiu autorki po wydaniu pozycji. Warto zwrócić także uwagę na fakt, że akcja nie rozgrywa się w mocno odległych Polsce Stanach Zjednoczonych czy chociażby Azji, a w Niemczech w jednym z wielu bardzo podobnych do siebie miast. Tysiące takich historii mogły czy nawet teraz być może dzieją się w Polsce. To daje do myślenia.





Książka zawiera dosyć rozbudowaną dokumentację w postaci autentycznych fotografii w niej występujących, kopii urzędowych pism i wypowiedzi osób z otoczenia Christiane. Świetnym uzupełnieniem tematu jest film nakręcony w 1981 r. na jej podstawie, noszący ten sam tytuł. Warto zobaczyć go chociażby dla samego Davida Bowiego, który nie tylko się w nim pojawił, ale zadbał też o oprawę muzyczną, nagrywając w tym celu m.in. utwór Helden.

Czy los dzieci z dworca Zoo był już z góry przesądzony? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Oni byli po prostu zagubieni, ale wcale nie mniej niż inni (dorośli) bohaterowie tego dokumentu. Rozwiązaniem dla problemów rodzinnych i chęci porzucenia monotonnej codzienności stały się dla nich narkotyki. Na tamtą chwilę tylko one dawały im tego możliwość. Nie liczyli się jednak z negatywnymi skutkami, jakie te także ze sobą niosły. Na początku miały jeszcze bardziej zacieśniać więzy pomiędzy nimi, ale potem to one stały się przyczyną rozpadu ich przyjaźni, stopniowo coraz bardziej niszcząc życie każdemu z osobna.

My, dzieci z dworca Zoo to nietuzinkowa pozycja, porażająca realizmem i brakiem cenzury w opisywanych zdarzeniach. Książka rzuca nowe światło na sprawę życia narkomanów sprzed kilku dekad. Trudno byłoby o drugą, tak wiernie oddającą klimat miejsca i czasu, w którym się rozgrywa. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć.


Kadr z filmu użyty w poście pochodzi ze strony LastCast.

About Us

Categories

Block 1

Feature

Block 2

Slider

Film

Block 4

Literatura

Block 3

Search the site

Film

top ads

Latest

menu

social

Obsługiwane przez usługę Blogger.

NewsLetter.

Popular Posts

Obserwatorzy

Autor

Moje zdjęcie
Uczeń ostatniej klasy jednego z warszawskich gimnazjów. Bloguje już od 5 lat. Zakochany w starych hollywoodzkich filmach i Kalifornii, gdzie kiedyś zamieszka.

Blog Archive

Popular Posts